niedziela, 30 czerwca 2013

"Niepokojące objawy."/"Zapalenie płuc"



22. "Niepokojące objawy."/ 23. "Zapalenie płuc"

*Dwa tygodnie później*

*Lou*

-Musisz coś zjeść-usłyszałem głos Liama - Nie jesz nic już od kilku dni. Wyglądasz jak kupa nieszczęścia, nie chodzisz do szkoły, nie kontaktujesz. Lou weź się w garść.

-Nie mam dla kogo-odpowiedziałem cicho. To była prawda. Od dwóch tygodni nie widziałem Moniki a Zayn się do mnie nie odzywa. Czułem się fatalnie. Chciałem umrzeć. Coraz częściej myślałem, że to jedyne wyjście- położyłem się do łóżka ,chciałem włączyć telewizor, ale nie miałem siły wstać po pilot. Zamknąłem oczy i nawet nie wiem kiedy usnąłem.

*Monika*

Dzisiaj byłam umówiona. Po dwóch tygodniach wreszcie naprawdę miałam ochotę wyjść z domu. Na początku przyjęliśmy z Beckiem opcje "przyjaciele". Jeżeli będę czuć coś więcej może pozwolę sobie na nową miłość, ale na razie myślę tylko o nim. Nie mogłam od tak zapomnieć o mojej miłości, przecież ja go naprawdę kochałam. Oddałam mu się, to wciąż tak bolało. Bardzo chciałabym żeby mnie teraz przytulił, objął. Nie potrafię mu jednak wybaczyć. Codziennie miałam ten zam koszmar. Ciągle byłam w nim ja i Lou. Myślałam, żeby do niego zadzwonić czy coś, ale zawsze gdy wybierałam numer tchórzyłam. Usłyszałam głos mojej komórki.
- Tak, słucham?
- Cześć, to ja Beck. Spotkamy się?
- Bardzo chętnie muszę się gdzieś przejść.
- A może pójdziemy do centrum handlowego po zakupy na gwiazdkę.
- Ooo , bardzo dobry pomysł. Jeszcze nad tym nie myślałam.
- To za godzinę na London Street?
- Będę na pewno. Cześć.
Widać było, że Beck się stara, próbuje się zmienić. Lecz wiem, że Lena czuje coś do niego. Wypiera się, ale znam ja już tyle lat. Nie ukryje przede mną takiego faktu. Wzięłam pieniądze , kurtkę i szalik, czapkę i wyszłam. Padał śnieg. Było go mnóstwo. Nie chciałam czekać godzinę , więc wyszłam wcześniej chciałam wypić sobie gorącą czekoladę i myśleć nad prezentami.
Gdy siedziałam i piłam ciepły napój podszedł do mnie Beck.
- Ty też przyszłaś wcześniej ? -spytał Beck.
- Tak musiałam pomyśleć nad prezentami.
- Ja też - opowiedział szybko - Czy mogę z tobą pomyśleć?
- No pewnie.
Po godzinie siedzeniu i piciu gorącej czekolady wymyśliliśmy jakie prezenty chcemy kupić. Zaczęliśmy szukać po sklepach. Lenie kupiłam książkę i duży sweterek w renifery, tacie kupiłam krawat, bo lubi chodzić do pracy w krawatach i wielką teczkę na projekty. Wreszcie nie będą mu projekty wypadać z rąk. Zaynowi kupiłam perfum, który twierdzi, że gdy się nim popsika panny lecą na niego. Ale ostatnio skończył mu się. "Mam nadzieję, że trafię z prezentami"
*Lou*
Miałem ochotę umrzeć.
Zacząłem pisać piosenkę. Chciałem, żeby coś po mnie zostało, gdyby coś mi się stało. Albo sam sobie coś zrobię.
Zayn:
Oh I just wanna take you anywhere that you like
We can go out any day any night
Baby I’ll take you there, take you there
Baby I’ll take you there, yeah

- Chciałem, żeby to był żywy utwór. Nie smętny.

Harry:
Oh tell me, tell me, tell me how to turn your love on
You can get, get anything that you want
Baby just shout it out, shout it out
Baby just shout it out, yeah

Liam:
And if you
You want me too
Let’s make a move

Harry:
Yeah, so tell me girl if every time we

All:
To-o-ouch
You get this kind of ru-u-ush
Baby say yeah, yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah, yeah
If you don’t wanna take it slow
And you just wanna take me home
Baby say yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah

Wtedy moje oczy zrobiły się szkliste. A potem moje oczy zalały deszcz łez. Tak bardzo chciałem cofnąć czas. Cofnąć się do tego momentu, kiedy zapukałem do tych cholernych drzwi.Poszedłem się wykąpać, byłem blady jak ściana i chciało mi się wymiotować. Kilka razy użyłem żyletki, lecz ból fizyczny nie sprawiał już mi radości, wcześniej czułem, że jest lepiej- chwile. A teraz nie czuję nic. Ubrałem się i wyszedłem chciałem jak najdalej stąd uciec. Zacząłem biec, nie wiedziałem gdzie, ale moje nogi nie były mi posłuszne. Po chwili poczułem się tak bardzo zmęczony, że musiałem usiąść na ławce. Znów poleciała mi krew z nosa. Nie mogłem opanować niby takiej małej stróżki krwi. Wcześniej przeczytałem, że krew może lecieć z nosa z przemęczenia. Ostatnio byłem ciągle zmęczony. "Może mam depresje, przez to wszystko, ale wezmę się w garść i skączy się ten cały cyrk. Lou ona Cię już nie chce" - powiedziałem sam do siebie. Jednak byłem tak zmęczony, że nie dałem rady zrobić kilka kroków zadzwoniłem, więc po taksówkę, która zawiozła mnie prosto do domu. Wziąłem tabletkę i poszedłem spać.

*Liam*

Martwię się o Zayna od kiedy Monika zerwała z Louisem. Ale bardziej martwię się o Louisa. Jest jakiś nie przytomny, nie kontaktuje, nic nie je. Widać, że schudł. Mówi, że to przez to rozstanie i stres ,i to wszystko. Boję się, że to coś poważniejszego.Od kilku tygodni zacząłem spotykać się z Niną. Jest fantastyczną dziewczyną. Właśnie siedziałem w kawiarni i czekałem na nią.
- O jesteś już - pocałowałem ją w policzek.
- Przepraszam, ale miałam dużo pracy.
- Nic nie mów ,rozumiem.
- I jak tam Louis?
- Źle, wygląda jak człowiek w depresji. Ale nie chce przyjąć ode mnie żadnej pomocy. Jest blady, schudł, nic nie je. Ciągle uważa, że przed chwilą jadł i jest pełny. Ale z lodówki jedzenie nie znika. I jeszcze ta krew.
- Jaka krew? - spytała z widocznym zaniepokojeniem.
- Co jakiś czas leci mu krew z nosa. A oko ma fioletowe.
- Od czego?
- Dwa tygodnie temu Zayn uderzył go za to, że skrzywdził Monikę. Porozmawiajmy trochę o nas.
- O nas powiadasz? - zaśmiała się lekko.
- Tak, chciałbym cię zaprosić do nas na sylwestra
- Na sylwestra?
- No a co nie wiesz co to za święto?
- Wiem, wiem - uśmiechnęła się. Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Zgoda, ale pod jednym warunkiem
- Jakim ?
- Pocałujesz mnie, ale nie tak jak się całowaliśmy do tej pory. Pocałuj mnie jak bym była jedyną kobietą dla ciebie.

I wtedy delikatnie dotknąłem jej podbródek i wpiłem się w jej czerwone usta. Nina nic nie miała przeciwko, w końcu sama chciała.
- Kocham Cię - powiedziałem byłem pewny siebie.
- Ja ciebie też.

*Następne dwa tygodnie później*

*Lou*

Wyglądałem jak potwór. Miałem spuchnięte oczy, byłem blady i cały posiniaczony. Dziwiłem się, że mam tyle siniaków na ciele. Wyglądałem jak mały chłopiec pobity przez starszaków. Byłem zmęczony. Praktycznie przez ostatnie dni ciągle spałem. Jutro święta, a za chwilę sylwester a ja co dzień myślałem, że życie straciło jakikolwiek sens.
- Lou, zjedź z nami. Proszę. - usłyszałem z kuchni głos Liama.
- Nie jestem głodny , jadłem przed chwilą - darłem się
- Wczoraj jadłeś trochę, a nie przed chwilą. A tak w ogóle spałeś przed chwilą. - słyszałem jak wchodzi na górę
- Dlaczego jesteś jeszcze taki posiniaczony?
- Nie wiem , nie przejmuj się - idę się zdrzemnąć, położyłem się na kanapę i znów spałem.

*Monika*
Chciałam spędzić wigilie z rodziną i przyjaciółmi , jednak tata powiedział , że jedziemy na święta do Krakowa do Polski. Lena nie mogła jechać, bo jej rodzice nie pozwolili, a Zayn podpisał kontrakt, że w wigilie zaśpiewają na jakiejś świątecznej gali czy czymś. Więc dopiero wracam na sylwestra. Chciałam spędzić z Zaynem i Leną , ale zaproponowali żeby u Zayna w domu. Przecież nie mogę , tam jest Louis. Nie przekonało mnie to. Zadzwonił telefon
- Tak słucham?
- Cześć, kochana . To ja Nina. Mam prośbę możemy się spotkać , ale jeszcze dzisiaj.
- Tak, dobrze . Będę gotowa za dwadzieścia minut.
- To na Whitehall?
- Tak , wiem gdzie to.
- Dzięki - i się rozłączyła.
Ubrałam kurtkę i kozaki. Wyszłam z domu
                                         ****
- Cześć, co tam? -spytałam przyjaciółkę, gdy ją ujrzałam
- Hejo, pójdziemy do ten nowej knajpy?
- No pewnie.
Usiadłyśmy, chciałyśmy się rozgrzać, więc kupiłyśmy lody z gorącymi malinami i latte.
- To o czym chciałaś ze mną gadać?
- Liam zaprosił mnie do siebie na sylwestra.
- O jak przyjemnie. Bardzo się cieszę z waszego szczęścia.
- Słyszałam od niego, że ty zrezygnowałaś.
- Nina , wiesz dobrze,  że tam jest Lou.
- To co z tego. Pokaż mu co stracił. Pokaż, że stracił fantastyczną i uśmiechniętą Polkę.
- No nie wiem. - Nina spojrzała oczkami małego pieska
- No dobra. Przyjdę.  -powiedziałam w końcu.
- Spędzę sylwester z najlepszymi przyjaciółmi.

*Lou*

Byłem w ciemnym pokoju, kiedy nagle ujrzałem ją. Była ubrana w czerwoną sukienkę, tą samą kiedy spędziłem i niej noc. Stała odwrócona do mnie. Widziałem tylko jej piękną figurę.
- Wróciłaś. - powiedziałem cały szczęśliwy. Proszę wybacz mi, tamto to było jakieś nie porozumienie. - Dała się pocałować. Wskoczyła na mnie i zaczęła mnie namiętnie całować. Odwzajemniłem jej pocałunki, byłem taki szczęśliwy. Całą noc leżeliśmy wtuleni w siebie, nie czułem się źle ani nie czułem zmęczenia. Jednak, gdy spojrzałem na nią kolejny raz to nie była Monika tylko Eleonor.
- Co ty tu do cholery robisz? - powiedziałem z oburzeniem
- Widzisz śpisz z każdą lepszą. Jesteś najgorszym dupkiem na świecie.  Znów zdradziłeś ją! - Wtedy Eleonor zaczęła się głośno śmiać.
Wtedy obudziłem się cały spocony.Chyba krzyczałem,bo do pokoju wleciał jak oparzony- Liam.
- Co się dzieję?- dotknął mojego czoła - O Jezu ty masz chyba czterdzieści stopni. Leż tu przyniosę Ci jakieś lekarstwa. A rano pójdziemy do lekarza.
- No dobra. Liam?
- Tak?
- Czy, czy z Moniką wszystko w porządku?
- Tak, z nią wszystko w porządku w przeciwieństwie do ciebie. I wiesz Nina namówiła Monikę żeby przyszła do nas na sylwestra. Może chociaż porozmawiasz ją albo chociaż przeprosisz. Może ci wybaczy- i wyszedł.
Obudził mnie jego głos.
- Lou tu masz tabletkę , popij - podał mi szklankę z wodą.
- Dziękuję Ci.
- Nie ma za co.
- Jest , nie odwróciłeś się ode mnie.
- Naprawdę nie ma za co. Nie martw się jeszcze będzie dobrze. A teraz śpij. Dobranoc.
Rano obudziłem się ponownie cały spocony. Miałem ten sam koszmar tylko zamiast Eleonor była Lena , a później Nina. Poszedłem się wykąpać. Nie chciałem już spać. Po tych koszmarach bylem bardziej zmęczony niż przed. Gdy wyszełem z pod natrysku przyszedł do mnie Liam.
- Ubieraj się jedziemy do lekarza.
- Nie ma potrzeby nic mi nie jest.
- Lou masz temperaturę, jesteś osłabiony. Boję się, że to może być zapalenie płuc. A bez leczenia , nie jest za pięknie. Może nawet doprowadzić do śmie....- nie dokończył , ja zdążyłem
- Może ja zasłużyłem.
- Nie gadaj takich głupot. Nie myśl nawe o tym za trzy minuty masz być na dole Gotowy!!
Pojechaliśmy razem z Liamem na Harley Street. Wszedłem do gabinetu.
- Dzień dobry nazywam się doktor Way
- Dzień dobry.
- Co cię do mnie sprowadza.
- Ból głowy, wysoka temperatura i ciągłe zmęczenie.
- Proszę zdjąć bluzkę muszę Cie przesłuchać. Tak też myślałem masz zapalenie płuc. A skąd tyle siniaków?
- Od jakiegoś czasu jestem niezdarny.
- Tak , więc zapiszę Ci antybiotyk i witaminy, a proszę leżeć przez tydzień w łóżku. Dobrze, może pan się ubrać i dziękuje może pan już wyjść.
- Dziękuję. Do widzenia.
- I co - spytał zaniepokojony Liam.
- Zapalenie płuc. Tu masz receptę i mam leżeć przez tydzień w łóżku.
- Dobrze. Jedzmy już.- Liam wyjął telefon i wybrał numer. Rozmawiał z kimś , ale nie usłyszałem.

*Nina*
- Halo? - powiedziałam
- Cześć kochanie , mamy mały problem.
- Jaki?
- Lou ma zapalenie płuc.
- Co? -powiedziałam głośniej
Byłam na kawie z Moniką i nie wiedziałam czy dobrze zareagowałam.
- Dobrze kup mu antybiotyki i połóż go. - odłożyłam telefon i spojrzałam na Monikę.
-Lou ... Lou ma zapalenie płuc.
- O Jezu gdzie się tak załatwił?
- W łóżku. Całymi dniami i nocami rusza się z niego.
- Czy.. czy to może być depresja?
- Może , ale nie widziałam go, więc nie mogę za dużo powiedzieć. Chodźmy na zakupy.
Kupiłyśmy sobie sukienki na sylwestra. Wybrałam sobie tą. Bardzo mi się podobała.
- Widziałaś ile ona kosztuje. - powiedziałam.
- Tak, ale to jest sylwester i możemy trochę poszaleć.
Zapłaciłyśmy i rozdzieliłyśmy się , byłyśmy padnięte.

-------------------------------------------
Pomyślałam, że gdy tak już czekacie na nowy rozdział wstawię dwa. :) Jestem zadowolona, nawet bardzo, bo zaczyna mi się wreszcie akcja podobać. Nie wiem jak wam. Chciałam pozdrowić, które piszą świetne blogi ale pod każdym rozdziałem robią szantaż, że jak nie będzie 20 komentarzy to nie wstawi nowego. -,- . Chyba się się tu pisze, żeby ludzie czytali i nie ciągle komentowali. No, ale w sumie co mnie to. Proszę bardzo i sorry jak zrobiłam jakieś pomyłki. ;) Buziaczki ;**

A o to sweterek dla Leny .;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz